*2 tygodnie później*
Od kilku dni nękały mnie ciągłe wymioty i nie miałam ochoty kompletnie na nic. Chętnie leżałabym na kanpie cały dzień oglądając jakieś seriale. To dziwne, ale gdzie bym nie poszła czułam kwiaty. Nawet w miejscach, w których ich nie było. Wszystko mi przeszkadzało, nawet ustawienie mebli w pokoju. Kiedy nudności się nasiliły, za namową Gracie udałam się do lekarza. Opowiedziałam mu o objawach dziwnej choroby.
-Co pan o tym myśli doktorze?
-Cóż... - przejechał dłonią po brodzie - Mam pewne podejrzenia. Ale wypiszę pani skierowanie na USG.
Pokiwałam głową. Siwowłosy mężczyzna poprawił okulary na nosie, wziął do rąk długopis i plik kartek. Zaczął coś wypisywać. Po chwili oderwał jedną z karteczek i podał mi ją.
-Niech pani idzie na 3 piętro, pokój 322.
-Dobrze, dziękuję.
Wyszłam z gabinetu. Westchnęłam głośno widząc długie schody. Z parteru na 3 piętro? A gdzie jest winda?!
Jakoś wdrapałam się po tych schodach i zaczęłam szukać pokoju numer 322. Szybko go znalazłam i zapukałam do drzwi. Zdyszana weszłam do środka. Przy małym biurku siedziała pani doktor. Gdy mnie zobaczyła uśmiechnęła się lekko. Podałam jej skierowanie od poprzedniego lekarza. Spojrzała na nie po czym powiedziała:
-Proszę się położyć tutaj.
Wskazała ręką na "szpitalną kozetkę", jak to ją nazywam. Wykonałam polecenie. Kobieta wstała i podeszła do mnie.
-Niech pani podwinie bluzkę.
Podciągnęłam moją zieloną bokserkę aż do stanika. Uważnie przyglądałam się brunetce, która wzięła do ręki butelkę z maścią. Wysmarowała mi nią brzuch. Następnie przyłożyła do niego jakieś urządzenie. Zaczęła nim jeździć po moim brzuchu. Miałam ochotę się śmiać, ponieważ strasznie mnie to łaskotało. Kobieta spojrzała na ekran obok mnie. Przekręciła go lekko w moją stronę. Zwróciłam na niego wzrok.
-Tak... - uśmiechnęła się lekko - 7 tydzień, jak narazie wszystko w porządku.
Otworzyłam usta. Byłam w szoku.
-Co? - wydukałam po chwili - Jaki 7 tydzień?
-Jest pani w ciąży - zaśmiała się.
Moje źrenice natychmiast się rozszerzyły. Nie, to niemożliwe... Odwróciłam głowę w stronę ekranu. Rzeczywiście, dało się tam zauważyć coś na kształt małego dziecka. Nie mogłam w to uwierzyć. Przygryzłam wnętrze policzka. Nie byłam gotowa na dziecko. Miałam tylko 20 lat!
Kilkanaście minut później wyszłam z gabinetu ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Stałam przez chwilę w miejscu, póki ludzie nie zaczęli na mnie dziwnie patrzeć. Wtedy starałam się zachowywać normalnie; schowałam receptę z witaminami do torebki i zeszłam schodami na sam dół. Wyszłam z wielkiego budynku koloru waniliowego budyniu. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i wróciłam do akademika.
Gdy trzasnęłam drzwiami wejściowymi do pokoju, Grace spojrzała na mnie marszcząc brwi.
-Co jest? - zapytała - Zobaczyłaś ducha?
Pokręciłam głową. Tępo wpatrywałam się w nieokreślony punkt.
-Nie... To coś innego.
-Gadaj, bo nie zgadnę - zaśmiała się.
-Jestem w ciąży.
Zapadła cisza. W końcu Gracie wstała z kanapy i podeszła do mnie.
-Naprawdę? - uśmiechnęła się - Ale super!
Przytuliła mnie. Nie rozumiałam, dlaczego tak ją to ucieszyło. W końcu dziewczyna puściła mnie i spojrzała mi w oczy.
-Nie cieszysz się? - zdziwiła się.
-Nie! Jestem za młoda na bycie matką!
-Coś ty - machnęła ręką - Tak ci się tylko zdaje. jestem pewna, że będziesz najlepszą mamusią na świecie.
Uśmiechnęłam się lekko. To dodało mi trochę otuchy.
-A Ryan już wie?
-Nie, nie mam pojęcia jak mu to powiedzieć... - wzruszyłam ramionami.
-Nie przejmuj się Channel! Na pewno się ucieszy.
-Tak myślisz?
Pokiwała głową. Przytuliłam ją z całej siły.
Kolejnego dnia umówiłam się z Ryanem w naszej ulubionej kawiarni. Pogodziłam się już z myślą, że będziemy mieli dziecko. Przecież to jeszcze nie koniec świata, prawda?
Ryan zjawił się równo o 17.00; ja jak zwykle przyszłam chwilę wcześniej. Przywitałam się z moim chłopakiem. Zamówiłam lody truskawkowe, a Ryan colę. Gdy kelnerka odeszła od nas szatyn spytał:
-Więc, co to za ważna sprawa, o której tak pilnie chciałaś porozmawiać?
Westchnęłam cicho. Ryan złożył ręce i oparł na nich podbródek. Spuściłam wzrok i przygryzłam wargę. Denerwowałam się mimo, że Grace wciąż zapewniała mnie, iż Ryan będzie zachwycony. Chłopak szybko zauważył, że jestem spięta. Złapał moją dłoń i spojrzał mi w oczy.
-Skarbie... - szepnął - O co chodzi?
Wtedy przyszła kelnerka z naszymi zamówieniami. Podziękowaliśmy, a ona odeszła do innego stolika. Przełknęłam ślinę.
-Ryan... - wydusiłam - Będziemy mieli dziecko.
Spojrzałam na plastikowy stół. Zacisnęłam powieki.
-Żartujesz sobie, prawda?
Odgarnęłam grzywkę z czoła i pokiwałam głową. Szatyn puścił moją rękę i oparł się o krzesło.
-To niemożliwe - spojrzał na okno.
-Wszystko jest możliwe.
-Jestem za młody na dziecko.
-Ty jesteś za młody? - zacisnęłam pięści - A co ze mną?!
-Halo, Channel, nie unoś się...
Zapadła chwila ciszy. Raczej nie był zachwycony... Czułam jak łzy napływały mi do oczu.
-Myślałaś już co z tym zrobisz? - zapytał nagle.
Zmarszczyłam czoło.
-Po pierwsze: zrobiMY. To nasze wspólne dziecko. Po drugie: co masz na myśli?
-No... - nachylił się nade mną - Nie myślałaś, żeby go... No wiesz, usunąć.
Tego już było za wiele. Wstałam i sprzedałam Ryanowi siarczysty policzek.
-Do cholery jasnej! Co?! Mam usunąć dziecko? ŻYWE DZIECKO?!
Na początku nie byłam za szczęśliwa, owszem... Ale nigdy w życiu nie przyszłoby mi na myśl, żeby usunąć ciążę.
-Przestań się drzeć idiotko! - syknął szatyn.
-Spierdalaj!
Szybkim krokiem wyszłam z kawiarni. Pobiegłam przed siebie. Łzy zasnuły moje oczy mgłą. Po chwili ściekały mi po policzkach. Nie jestem mordercą.
Do akademika doszłam na piechotę. Całą drogę przepłakałam. W tym czasie wysłałam Ryanowi SMS-a:
Od: Ja
Nienawidzę cię skurwielu. To koniec. A naszego dziecka nie zobaczysz NIGDY, wychowam je sama.
Kiedy byłam w domu, położyłam się na podłodze i płakałam dalej. Po jakimś czasie mój telefon zawibrował.
Od: Ryan
I dobrze, i tak nigdy cię nie kochałem.
Kilkanaście minut później wyszłam z gabinetu ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Stałam przez chwilę w miejscu, póki ludzie nie zaczęli na mnie dziwnie patrzeć. Wtedy starałam się zachowywać normalnie; schowałam receptę z witaminami do torebki i zeszłam schodami na sam dół. Wyszłam z wielkiego budynku koloru waniliowego budyniu. Złapałam pierwszą lepszą taksówkę i wróciłam do akademika.
Gdy trzasnęłam drzwiami wejściowymi do pokoju, Grace spojrzała na mnie marszcząc brwi.
-Co jest? - zapytała - Zobaczyłaś ducha?
Pokręciłam głową. Tępo wpatrywałam się w nieokreślony punkt.
-Nie... To coś innego.
-Gadaj, bo nie zgadnę - zaśmiała się.
-Jestem w ciąży.
Zapadła cisza. W końcu Gracie wstała z kanapy i podeszła do mnie.
-Naprawdę? - uśmiechnęła się - Ale super!
Przytuliła mnie. Nie rozumiałam, dlaczego tak ją to ucieszyło. W końcu dziewczyna puściła mnie i spojrzała mi w oczy.
-Nie cieszysz się? - zdziwiła się.
-Nie! Jestem za młoda na bycie matką!
-Coś ty - machnęła ręką - Tak ci się tylko zdaje. jestem pewna, że będziesz najlepszą mamusią na świecie.
Uśmiechnęłam się lekko. To dodało mi trochę otuchy.
-A Ryan już wie?
-Nie, nie mam pojęcia jak mu to powiedzieć... - wzruszyłam ramionami.
-Nie przejmuj się Channel! Na pewno się ucieszy.
-Tak myślisz?
Pokiwała głową. Przytuliłam ją z całej siły.
***
Kolejnego dnia umówiłam się z Ryanem w naszej ulubionej kawiarni. Pogodziłam się już z myślą, że będziemy mieli dziecko. Przecież to jeszcze nie koniec świata, prawda?
Ryan zjawił się równo o 17.00; ja jak zwykle przyszłam chwilę wcześniej. Przywitałam się z moim chłopakiem. Zamówiłam lody truskawkowe, a Ryan colę. Gdy kelnerka odeszła od nas szatyn spytał:
-Więc, co to za ważna sprawa, o której tak pilnie chciałaś porozmawiać?
Westchnęłam cicho. Ryan złożył ręce i oparł na nich podbródek. Spuściłam wzrok i przygryzłam wargę. Denerwowałam się mimo, że Grace wciąż zapewniała mnie, iż Ryan będzie zachwycony. Chłopak szybko zauważył, że jestem spięta. Złapał moją dłoń i spojrzał mi w oczy.
-Skarbie... - szepnął - O co chodzi?
Wtedy przyszła kelnerka z naszymi zamówieniami. Podziękowaliśmy, a ona odeszła do innego stolika. Przełknęłam ślinę.
-Ryan... - wydusiłam - Będziemy mieli dziecko.
Spojrzałam na plastikowy stół. Zacisnęłam powieki.
-Żartujesz sobie, prawda?
Odgarnęłam grzywkę z czoła i pokiwałam głową. Szatyn puścił moją rękę i oparł się o krzesło.
-To niemożliwe - spojrzał na okno.
-Wszystko jest możliwe.
-Jestem za młody na dziecko.
-Ty jesteś za młody? - zacisnęłam pięści - A co ze mną?!
-Halo, Channel, nie unoś się...
Zapadła chwila ciszy. Raczej nie był zachwycony... Czułam jak łzy napływały mi do oczu.
-Myślałaś już co z tym zrobisz? - zapytał nagle.
Zmarszczyłam czoło.
-Po pierwsze: zrobiMY. To nasze wspólne dziecko. Po drugie: co masz na myśli?
-No... - nachylił się nade mną - Nie myślałaś, żeby go... No wiesz, usunąć.
Tego już było za wiele. Wstałam i sprzedałam Ryanowi siarczysty policzek.
-Do cholery jasnej! Co?! Mam usunąć dziecko? ŻYWE DZIECKO?!
Na początku nie byłam za szczęśliwa, owszem... Ale nigdy w życiu nie przyszłoby mi na myśl, żeby usunąć ciążę.
-Przestań się drzeć idiotko! - syknął szatyn.
-Spierdalaj!
Szybkim krokiem wyszłam z kawiarni. Pobiegłam przed siebie. Łzy zasnuły moje oczy mgłą. Po chwili ściekały mi po policzkach. Nie jestem mordercą.
Do akademika doszłam na piechotę. Całą drogę przepłakałam. W tym czasie wysłałam Ryanowi SMS-a:
Od: Ja
Nienawidzę cię skurwielu. To koniec. A naszego dziecka nie zobaczysz NIGDY, wychowam je sama.
Kiedy byłam w domu, położyłam się na podłodze i płakałam dalej. Po jakimś czasie mój telefon zawibrował.
Od: Ryan
I dobrze, i tak nigdy cię nie kochałem.
Potrzebujesz dobrego zwiastunu lub nagłówka dla twojego bloga ?
OdpowiedzUsuńZajrzyj do nas !
Najlepsze nagłówki - naglowkarnia.blogspot.com
Cudowne zwiastuny - mania-zwiast.blogspot.com [ZAMÓW U NIEIDEALNEJ - NIE POŻAŁUJESZ !]