*5 miesięcy później*
Wieczne lato to coś co kocham. Kiedy byłam na święta Bożego Narodzenia w Nowym Jorku i napotkałam śnieg to myślałam, że szlag mnie trafi... Jeszcze w przed dzień chodziłam w szortach, a tam już w kożuchu.
Poziom uczelni był wysoki. Na szczęście, jestem dość inteligentą osobą i nauką idzie mi szybko. Na studiach poznałam mnóstwo świetnych ludzi. Zaprzyjaźniłam się z Grace, w której zawsze miałam wsparcie. Mieszkała ze mną w akademiku.
Zawsze zazdrościłam Emily, że miała powodzenie u facetów. Mogłabym powiedzieć, że tutaj stał się cud, bo zakochałam się z wzajemnością. Po raz pierwszy w życiu. Wcześniej miałam jednego chłopaka, ale okazało się, że miał też inne dziewczyny razem ze mną... Do dziś nie odzywam się do niego.
Z Ryanem byłam od listopada. Wszystko układało się świetnie. Mój tata i siostry polubili go.
Byłam naprawdę szczęśliwa. Na Gold Coast wszystko było lepsze.
Jedynym moim pechem było to, że nigdy nie udało mi się spotkać mojego idola. Cody był nim od 5 lat. Raz byłam na jego koncercie w Nowym Jorku, ponieważ udało mi się wygrać bilet. Liczyłam, że może zobaczę go w jego rodzinnej Australii. Cóż, w święta mnie nie było, a więcej nie przyjechał... Ale nie traciłam nadziei.
Na uczelni kończył się pierwszy semestr. Dla studentów każda okazja do imprezy jest dobra, prawda? No więc, ktoś zorganizował zabawę w swoim wielkim domu. Zaprosił wszystkich.
-Którą założyć? - spytała Grace przed wyjściem.
Pokazała mi dwie sukienki - miętową z krótkim rękawem i czarną, zdecydowanie za krótką. Przygryzłam wargę.
-Miętową - odpowiedziałam.
-Napewno? - szatynka przyłożyła ją do siebie - Nie będę wyglądać za bardzo... No wiesz...
-Gracie, - uśmiechnęłam się - Jesteś piękna. Czym ty się przejmujesz?
Nie kłamałam. Była wysoka, miała długie nogi i długie, brązowe włosy. Poza tym świetną sylwetkę, piękny uśmiech i niesamowity charakter. Dziwiłam się, że nie miała chłopaka. Ci jakoś się do niej nie kleili. Naiwni...
-Zawsze musisz mi schlebiać? - zaśmiała się.
-Mam być nieszczera? - przekręciłam głowę.
-Channi, jesteś cudowna - przytuliła mnie.
Miałyśmy jeszcze jakąś godzinę. Strój miałam już wybrany. Ryan miał po nas przyjechać o 21.00, więc postanowiłam także zacząć się szykować. Przebrałam się w białą bluzkę i spódniczkę w kwiatki. Nie lubię ubierać się wyzywająco. Nałożyłam odrobinę pudru na twarz, musnęłam usta błyszczykiem i wytuszowałam rzęsy. Jak zwykle największą ilość czasu zajęło prostowanie włosów i układanie grzywki, która nigdy nie chce ze mną współpracować. Psiknęłam się perfumami i założyłam malinowe szpilki. Usłyszałam trąbienie pod akademikiem. Wyszłam z łazienki.
-Gotowa? - zapytałam.
-Tak, chodźmy.
Ryan przyjechał po nas swoim czerwonym fordem. Stał oparty o maskę i czekał na nas cierpliwie. Miał krótkie, czekoladowe włosy; był wysoki i świetnie zbudowany. Gdy nas zauważył, uśmiechnął się lekko.
-Cześć dziewczyny - rzucił na przywitanie.
Podeszłam do niego i złożyłam pocałunek na jego ustach. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy.
Poziom uczelni był wysoki. Na szczęście, jestem dość inteligentą osobą i nauką idzie mi szybko. Na studiach poznałam mnóstwo świetnych ludzi. Zaprzyjaźniłam się z Grace, w której zawsze miałam wsparcie. Mieszkała ze mną w akademiku.
Zawsze zazdrościłam Emily, że miała powodzenie u facetów. Mogłabym powiedzieć, że tutaj stał się cud, bo zakochałam się z wzajemnością. Po raz pierwszy w życiu. Wcześniej miałam jednego chłopaka, ale okazało się, że miał też inne dziewczyny razem ze mną... Do dziś nie odzywam się do niego.
Z Ryanem byłam od listopada. Wszystko układało się świetnie. Mój tata i siostry polubili go.
Byłam naprawdę szczęśliwa. Na Gold Coast wszystko było lepsze.
Jedynym moim pechem było to, że nigdy nie udało mi się spotkać mojego idola. Cody był nim od 5 lat. Raz byłam na jego koncercie w Nowym Jorku, ponieważ udało mi się wygrać bilet. Liczyłam, że może zobaczę go w jego rodzinnej Australii. Cóż, w święta mnie nie było, a więcej nie przyjechał... Ale nie traciłam nadziei.
Na uczelni kończył się pierwszy semestr. Dla studentów każda okazja do imprezy jest dobra, prawda? No więc, ktoś zorganizował zabawę w swoim wielkim domu. Zaprosił wszystkich.
-Którą założyć? - spytała Grace przed wyjściem.
Pokazała mi dwie sukienki - miętową z krótkim rękawem i czarną, zdecydowanie za krótką. Przygryzłam wargę.
-Miętową - odpowiedziałam.
-Napewno? - szatynka przyłożyła ją do siebie - Nie będę wyglądać za bardzo... No wiesz...
-Gracie, - uśmiechnęłam się - Jesteś piękna. Czym ty się przejmujesz?
Nie kłamałam. Była wysoka, miała długie nogi i długie, brązowe włosy. Poza tym świetną sylwetkę, piękny uśmiech i niesamowity charakter. Dziwiłam się, że nie miała chłopaka. Ci jakoś się do niej nie kleili. Naiwni...
-Zawsze musisz mi schlebiać? - zaśmiała się.
-Mam być nieszczera? - przekręciłam głowę.
-Channi, jesteś cudowna - przytuliła mnie.
Miałyśmy jeszcze jakąś godzinę. Strój miałam już wybrany. Ryan miał po nas przyjechać o 21.00, więc postanowiłam także zacząć się szykować. Przebrałam się w białą bluzkę i spódniczkę w kwiatki. Nie lubię ubierać się wyzywająco. Nałożyłam odrobinę pudru na twarz, musnęłam usta błyszczykiem i wytuszowałam rzęsy. Jak zwykle największą ilość czasu zajęło prostowanie włosów i układanie grzywki, która nigdy nie chce ze mną współpracować. Psiknęłam się perfumami i założyłam malinowe szpilki. Usłyszałam trąbienie pod akademikiem. Wyszłam z łazienki.
-Gotowa? - zapytałam.
-Tak, chodźmy.
Ryan przyjechał po nas swoim czerwonym fordem. Stał oparty o maskę i czekał na nas cierpliwie. Miał krótkie, czekoladowe włosy; był wysoki i świetnie zbudowany. Gdy nas zauważył, uśmiechnął się lekko.
-Cześć dziewczyny - rzucił na przywitanie.
Podeszłam do niego i złożyłam pocałunek na jego ustach. Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy.
(puść piosenkę numer 3 w odtwarzaczu)
Po około dwóch godzinach wszyscy świetnie się bawili. Jak to zazwyczaj na takich imprezach bywa, alkohol lał się strumieniami. W wielkim salonie było duszno od nadmiaru ludzi i dymu papierosowego. O ile to były fajki... Było ciemno, wszyscy tańczyli. Dużo osób całowało się po kątach. Bawiłam się naprawdę dobrze. Również trochę wypiłam. Jednak nie traciłam świadomości. Nigdy tak nie miałam. Czasami trochę zaszalałam, to wszystko. Ryan na jakiś czas zgubił się mi gdzieś w tłumie. W końcu sam mnie znalazł. Trzeźwy to on nie był... Przytulał mnie mocno w tańcu. Widziałam dziwny błysk w jego oczach. Kilka minut potem zadał mi dziwne pytanie:
-Masz ochotę na mnie tak jak ja na ciebie?
Zmarszczyłam brwi.
-Chodzi ci o...
-Jedźmy do mnie - wymruczał mi do ucha.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Nigdy nie byłam aż tak blisko z żadnym chłopakiem. Zdziwiłam się, że w ogóle Ryan mi to zaproponował. Zastanowiłam się chwilę.
-Czemu nie - powiedziałam w końcu.
-Masz ochotę na mnie tak jak ja na ciebie?
Zmarszczyłam brwi.
-Chodzi ci o...
-Jedźmy do mnie - wymruczał mi do ucha.
Nie wiedziałam co powiedzieć. Nigdy nie byłam aż tak blisko z żadnym chłopakiem. Zdziwiłam się, że w ogóle Ryan mi to zaproponował. Zastanowiłam się chwilę.
-Czemu nie - powiedziałam w końcu.
***
Nie myślałam, co by było, gdyby Ryan rozbił samochód po pijaku. Nie myślałam, co by było, gdyby policja nas złapała. Nie myślałam o tym, co by powiedział tata. Wcale nie myślałam. Chciałam Ryana. To wszystko. Okej, napaliłam się. Z każdą minutą coraz bardziej wbijałam zęby w dolną wargę, a auto przyspieszało.
W końcu dojechaliśmy na miejsce. Wpadliśmy do domu. Ryan wpił się w moje usta. Złapał moją twarz w dłonie, a ja oplotłam ręce wokół jego karku. Zdjęłam z niego koszulkę. Tym razem alkohol uderzył mi do głowy jak nigdy wcześniej. Nie panowałam nad sobą, nad tym, co robiłam. Jakoś "doczołgaliśmy się" do sypialni szatyna. Chłopak popchnął mnie lekko na łóżko i zaczął składać namiętne pocałunki na mojej szyi. Wydałam z siebie cichy jęk. Ryan zrzucił ze mnie sukienkę.
Cóż, pamiętam, że wtedy w mojej głowie zrodziła się myśl, że to chyba najlepsza noc w moim życiu. Straciłam dziewictwo z chłopakiem, którego naprawdę kochałam. Było cudownie. Pół nocy nie spałam. Leżałam po prostu wtulona w mojego chłopaka uśmiechając się do samej siebie. Czy byłam szczęśliwa? O tak, szczęście przepełniało mnie całą. Wtedy nie wyobrażałam sobie życia z kimś innym, gdzieś indziej. Mimo, że nie byliśmy razem jakoś długo to czułam się jakby to Ryan był tym jedynym. Chciałam być znim na dobre i na złe, do końca świata. Napewno też przeżywaliście coś takiego. Czułam, że mam najwspanialszego chłopaka na Ziemi. Byłam wręcz pewna, że nigdy nikogo już tak nie pokocham. Był moim księciem z bajki, a ja byłam jego księżniczką.
___________________________________________
Bardzo króciutko, ale to dopiero początek. :)