-Channel, co się stało? - spytała.
Nie mogłam udzielić jej żadnych wyjaśnień, bo za bardzo płakałam. Dziewczyna otworzyła lekko usta. Nie miała pojęcia, co ma zrobić. Usiadła ze mną na dywanie i głaskała mnie po włosach czekając aż się trochę uspokoję. W końcu, przez szlochanie udało mi się wydusić kilka słów.
-Widziałam się z Ryanem...
-I co? Co powiedział?
-Że jest za młody na dziecko i czy nie zastanawiałam się nad usunięciem.
Była w jeszcze większym szoku niż wcześniej. Jej źrenice rozszerzyły się. Zacisnęła szczękę wyraźnie zła.
-A to skurwysyn... - syknęła odwracając głowę.
-Wybiegłam stamtąd i wróciłam do domu.
Łzy znowu leciały mi niczym woda z kranu. Gracie przyniosła mi pudełko z chusteczkami. Pokazałam jej SMS-y z Ryanem. Zacisnęła mocno pięści.
-Zabiję go... - warknęła - Jak Boga kocham, zabiję!
Wstała, jakby gotowa do wyjścia.
-Tylko musisz mnie wyciągnąć z więzienia - wskazała na mnie.
Uśmiechnęłam się blado. Za to morderstwo wpłaciłabym najwyższą kaucję.
Grace opiekowała się mną przez resztę dnia. Wręcz zmusiła mnie do przeniesienia się na kanapę z dywanu. Jej wsparcie bardzo mi pomogło. Nie mam pojęcia, co bym bez niej zrobiła... Około 19.00 zasnęłam wycieńczona płaczem i zdażeniami z całego dnia. Obudziłam się rano - w słoneczny, niedzielny poranek. Była zaledwie 9.00, a Grace już krzątała się po mieszkaniu. To do niej niepodobne... Gdy można, potrafi spać nawet do południa.
Kiedy zobaczyła, że wstałam uśmiechnęła się do mnie. Odwzajemniłam gest. Uniosłam głowę. Przyjaciółka przygotowała mi kanapki z nutellą i ciepłą herbatę. W dodatku, z samego rana poszła do apteki i kupiła mi witaminy, które przepisała mi pani doktor.
-Jesteś kochana - powiedziałam zaspanym głosem.
-No wiem - wyszczerzyła się.
Przykucnęła przy mnie i przytuliła mnie. Po chwili oderwałyśmy się od siebie.
-Jak się czujesz? - zapytała Grace.
-Całkiem nieźle, tylko jakoś tak kręci mnie w żołądku...
-To z głodu - machnęła ręką - Zjedz, przejdzie ci zaraz.
Kiwnęłam głową, a Gracie podstawiła mi pod nos talerz z kanapkami. Nawet nie zdążyłam wziąć do ręki jednej z nich, kiedy mnie zemdliło. Zerwałam się z kanapy i pobiegłam do łazienki. Zwymiotowałam. Znowu.
Przemyłam twarz zimną wodą i przepłukałam usta. Wróciłam do pokoju. Położyłam się na kanapie i zakryłam kocem.
-Oj, biedna ty moja - zagruchała Grace - Ale takie są uroki ciąży.
-Uroki... - prychnęłam - Nie ma w tym nic miłego!
-O kochana, to się dopiero zacznie!
Spojrzałam na nią zdziwiona.
-Co?
-Nietrzymanie moczu, odstawianie kawy, humorki... Wymioty to nic takiego.
-Jezu, Grace, skąd ty wiesz to wszystko? - zaśmiałam się.
Upiłam łyka herbaty, która zdążyła już wystygnąć. Zabrałam się za kanapki. Byłam głodna jak wilk.
-Nudziło mi się, - wzruszyła ramionami - to pogrzebałam w necie.
-Przejmujesz się nami bardziej niż ja sama.
Nami. Mną i dzieckiem. Matko, to wszystko było wtedy takie nierealne... Przyszło tak niespodziewanie, wcześnie. Miałam mnóstwo planów na przyszłość, a tu bum! Ciąża. W dodatku rozstałam się z Ryanem... Nie miałam zielonego pojęcia o macierzyństwie. Moja mama po urodzeniu Julii rozpiła się i zostawiła nas. Nie utrzymujemy kontaktu. Z resztą, nawet, gdy jeszcze z nami mieszkała to zbytnio się nami nie przejmowała... Gdyby nie tata nie wiem co by z nami było. Nie miałam wzorców, jaką mam być matką?
-No wiesz, ktoś musi - Gracie usiadła obok mnie na kanapie.
Dokończyłam śniadanie i wzięłam tabletki. Razem z przyjaciółką oglądałyśmy jakieś denne seriale w telewizji. W końcu Grace zapytała:
-I co teraz?
-Teraz? Oglądamy dalej.
-Nie, ja pytam o dziecko... Chcesz wychować je sama?
-Tak. To znaczy nie dokońca sama...
Dziewczyna uniosła brew pytająco.
-Wracam do domu.
-Do Nowego Jorku?! Chcesz rzucić studia?
Pokiwałam głową. Podjęłam już decyzję.
-Jesteś tego pewna Channi? To twoje marzenia.
-Co ja zdziałam z dzieckiem i to sama? Muszę wrócić do domu.
-Ja bym ci pomogła, wiesz przecież...
-Grace, muszę, naprawdę - przerwałam jej - Nie chcę mieszkać w jednym mieście z Ryanem, poza tym nauka i małe dziecko? A z tatą będzie mi łatwiej. Znajdę jakąś pracę i spróbuję sobie ułożyć życie na nowo.
Taki był mój plan. Nie miałam pojęcia czy wszystko będzie okej, ale miałam nadzieję, że uda mi się wiązać koniec z końcem.
-Chan, wiesz, że cię nie zatrzymuję. Nawet, gdybym chciała to nie dam rady... Ale przemyśl to jeszcze.
-Przemyślałam. Tak będzie najlepiej.
~~~
Dzień po pogrzebie musieliśmy wracać do Los Angeles. Mam wiecznie zapchany grafik, zero czasu na cokolwiek poza koncertami, sesjami, nagrywaniem piosenek, wywiadami i mnóstwem innych rzeczy związanych z karierą piosenkarza. Zacząłem wcześnie, więc nigdy nie miałem życia normalnego nastolatka. Mimo to nie żałuję. Spełniłem swoje marzenia, jestem szczęśliwy.
Przez dwa tygodnie od wyjazdu z Australii, cały czas miałem w głowie imię 'Channel'. Myślałem o niej przez cały czas.W pewnych momentach tak mnie to pochłaniało, że odpływałem. Denerwowało to Matta, który uznał, że powinienem przestać myśleć o niebieskich migdałach i zająć się ważniejszymi rzeczami. Ale ja nie potrafiłem się od niej uwolnić. Kilka razy nawet mi się śniła.
Co o niej wiedziałem? Znałem jej imię, wiedziałem, że jest moją fanką i jak wygląda. Nic poza tym... Być może udałoby mi się rozpoznać jej głos na ulicy, ale to nic pewnego.
I pewnego dnia pomyślałem, że to dużo. Może uda mi się ją znaleźć?
__________________________________
Haloooo!
Czyta to w ogóle ktoś jeszcze? ;p
Wyświetleń jakoś nie przybywa, komentarzy również... Proszę o to, abyście komentowali, można również anonimowo. Wasza opinia wiele dla mnie znaczy.
xoxo.
Przez dwa tygodnie od wyjazdu z Australii, cały czas miałem w głowie imię 'Channel'. Myślałem o niej przez cały czas.W pewnych momentach tak mnie to pochłaniało, że odpływałem. Denerwowało to Matta, który uznał, że powinienem przestać myśleć o niebieskich migdałach i zająć się ważniejszymi rzeczami. Ale ja nie potrafiłem się od niej uwolnić. Kilka razy nawet mi się śniła.
Co o niej wiedziałem? Znałem jej imię, wiedziałem, że jest moją fanką i jak wygląda. Nic poza tym... Być może udałoby mi się rozpoznać jej głos na ulicy, ale to nic pewnego.
I pewnego dnia pomyślałem, że to dużo. Może uda mi się ją znaleźć?
__________________________________
Haloooo!
Czyta to w ogóle ktoś jeszcze? ;p
Wyświetleń jakoś nie przybywa, komentarzy również... Proszę o to, abyście komentowali, można również anonimowo. Wasza opinia wiele dla mnie znaczy.
xoxo.
Ja czytam. Jestem ciekawa co będzie dalej. super piszesz oby tak dalej
OdpowiedzUsuń